UDOSTĘPNIJ
By wygrać z Bayernem, niektórzy zawodnicy rzucali się nawet pod nogi swoich kolegów. Rok temu raz się udało. Czy w tym sezonie wyeliminują niemiecki klub? (Fot.: skysports.com)

W piątek minęłoby dziewięć miesięcy od ostatniej wyjazdowej porażki Arsenalu. 16 marca 2016 roku w 1/8 finału Ligi Mistrzów musieli uznać wyższość Barcelony i choć grali całkiem dobrze jak na siebie, to przegrali 1:3. Od tamtego dnia pewnie niejeden z fanów Kanonierów zdołał przywitać na tym świecie swojego potomka. Równych dziewięciu miesięcy nie będzie, bowiem we wtorek przegrali z Everton 1:2. Co zmieniło się od czasu porażki na Camp Nou aż do starcia na Goodison Park?

Zespół z północnego Londynu przez blisko trzy kwartały zaliczył zaledwie dwie porażki (bez tej wtorkowej), przy czym tylko jedną w poważnych rozgrywkach. Wprawdzie EFL Cup jest całkiem ciekawym pucharem, to nie da się ukryć, że największe firmy wystawiają tam raczej drugie garnitury. W podstawowej jedenastce na Everton wyszło tylko dwóch piłkarzy, którzy grali ćwierćfinał pucharu z Southamptonem – Francis Coquelin i Gabriel Paulista.

To drugie przegrane spotkanie miało inny charakter, lecz też można w pewnym sensie usprawiedliwić brak punktów dla gospodarzy na Emirates. 14 sierpnia, na inaugurację rozgrywek Premier League, Arsenal przegrał po szalonym spotkaniu z Liverpoolem 3:4. Mimo wszystko, w tym sezonie w rozgrywkach ligowych The Gunners nie przegrywali jeszcze do przerwy. Co ważniejsze, kiedy już prowadzili, prawie zawsze zdobywali komplet punktów. Jedynie w derbach z Tottenhamem pozwolili rywalom wyrwać sobie dwa oczka. Dodatkowo trzeba pochwalić grę obronną 13-krotnych mistrzów Anglii. Mimo że nie jest najszczelniejsza, to gol Ashleya Williamsa we wtorkowym meczu był pierwszym straconym przez nich po rzucie rożnym.

Mimo zaangażowania Petra Cecha, Arsenalowi nie udało się utrzymać serii 15 meczów wyjazdowych bez porażki. (Fot.: www.arsenal.com)
Mimo zaangażowania Petra Cecha, Arsenalowi nie udało się utrzymać serii 15 meczów wyjazdowych bez porażki. (Fot.: arsenal.com)

Jak to wszystko może wpłynąć na spotkania z Bayernem? Możliwe, że nie wpłynie w ogóle. Ostatni dwumecz z angielskim zespołem w fazie pucharowej Ligi Mistrzów bawarski zespół przegrał z Chelsea (2:4 w Londynie, 3:2 w Monachium) w 1/4 finału w sezonie… 2004/2005. Od tego czasu eliminowali już dwukrotnie Manchester United i Arsenal. Co więcej, statystyki nie przemawiają za drugą z tych drużyn – z dziesięciu meczów, które rozegrali ze sobą Bayern i Kanonierzy, Anglicy wygrali trzy razy, dwa zremisowali, a niemiecki zespół zwyciężał pięciokrotnie. Dodatkowo łupem Bayernu padał również każdy dwumecz.

Tym razem jednak może być inaczej. Historia pokazywała już, że piłkarze Arsene’a Wengera (bo tylko za jego kadencji miały miejsce starcia The Gunners i Bayernu) potrafią wygrać zarówno u siebie – 2:0 20 października 2015 – jak i na wyjeździe, również 2:0, 13 marca 2013 roku. Mimo że Bawarczycy są niepokonani na Allianz Arenie od meczu z Mainz 5 marca tego roku, to Arsenal, co wiele razy w tym sezonie pokazywał, potrafi grać na stadionach rywali. To samo zresztą na Emirates, co może pozwolić Kanonierom na awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w tym sezonie. Dlaczego?

baymnz
Po porażce z Mainz piłkarze Bayernu nie byli zadowoleni. Od tamtego czasu są niepokonani na Allianz Arenie. Czy zmieni się to 15 lutego? (Fot.: espnfc.com)

Monachijczycy nie grają ostatnio tak dobrze na wyjazdach jak zazwyczaj. Ostatnia porażka 2:3 z FK Rostów może być niewymierna ze względu na to, że w tym spotkaniu Carlo Ancelotti pozwolił odpocząć niektórym zawodnikom, m.in. Manuelowi Neuerowi. Inaczej było w meczach z najgroźniejszymi póki co rywalami – Borussią i Atletico, które Bayern przegrał 0:1. Wprawdzie Bawarczycy wygrali więcej meczów od Arsenalu w tym sezonie, ale to właśnie remisy mogą przynieść awans Kanonierom. Anglicy na wyjazdach strzelają znacznie więcej bramek od Niemców, a to może ostatecznie liczyć się najbardziej.

Bayern zaliczył słabszy początek sezonu niż rok temu. Takie rzeczy się zdarzają, prawda? Szkopuł w tym, że po 14-tu rozegranych kolejkach monachijczycy mają 33 punkty. To wystarczy do otwierania ligowej tabeli (z taką samą liczbą oczek co RB Lipsk), lecz tak słabo zaczęli ostatnio w roku 2011. Wiecie co się wtedy stało? Borussia została Mistrzem Niemiec. Co więcej, po raz pierwszy od sezonu 2009/10 zespół z Bawarii nie wygrał swojej grupy w LM. Wtedy lepsze okazało się Bordeaux, tym razem Atletico. Mamy do czynienia z najgorszym Bayernem od lat…

Ostatnim zespołem przed Atletico, który wyprzedził w fazie grupowej Ligi Mistrzów Bayern, była 11 drużyna ostatniego sezonu Ligue 1 - Bordeux. (Fot.: www.uefa.com)
Ostatnim zespołem przed Atletico, który wyprzedził Bayern w fazie grupowej Ligi Mistrzów, było Bordeaux. Fot.: uefa.com

Arsenal za to po 16-tu kolejkach Premier League ma 34 punkty. To dużo? Mało? Porównując do innych sezonów, więcej niż zazwyczaj. W 2007 roku wystartowali świetnie, zdobywając w 16-tu spotkaniach 37 oczek, o dwa więcej niż w sezonie 2012/13. W przeciągu ostatnich dziesięciu lat tylko te dwa razy zdobywali więcej punktów w 16-tu meczach niż teraz. Warto też wspomnieć o występach londyńczyków w Lidze Mistrzów. Ostatni raz wygrali grupę pięć lat temu. Ten Arsenal jest mocniejszy niż w ostatnich latach i tym razem może wystarczyć do pokonania Bayernu.

Na koniec pozostaje jeszcze jedna kwestia. Carlo Ancelotti. Trener Bayernu przejął zespół niecały rok temu, ale nadal można powiedzieć, że w porównaniu do Arsene’a Wengera jest stosunkowo nowy na swojej funkcji. Ci dwaj panowiespotykali się sześć razy. Cztery mecze przeciw sobie rozegrali w Premier League, gdy Włoch trenował Chelsea. Trzy razy z boiska zwycięsko schodził Carlo, za to były trener m.in. Monaco czy Nancy triumfował tylko raz. Francuz jednak zdaje się mieć sposób na Ancelottiego w Champions League – w sezonie 2007/08, gdy Arsenal mierzył się z Milanem, na Emirates nie ujrzeliśmy bramek. Za to w Mediolanie po golach Cesca Fabregasa i Emmanuela Adebayora Kanonierzy zwyciężyli 2:0. Czy i tym razem wyeliminują piłkarzy trenowanych przez brązowego medalistę Mistrzostw Świata z 1990 roku? Nic nie jest pewne, ale Włoski szkoleniowiec ma się czego bać.

Carlo i Arsene ostatnio spotkali się jeszcze, gdy Włoch prowadził Chelsea. Górą jednak był Wenger - jego Arsenal wygrał 3:1. (Fot.: www.bbc.co.uk)
Carlo i Arsene ostatnio spotkali się, gdy Włoch prowadził Chelsea. Górą jednak był Wenger – jego Arsenal wygrał 3:1. Fot.: bbc.co.uk

Do rozegrania spotkań 1/8 finału Ligi Mistrzów pozostały jeszcze dwa miesiące, ale niektóre rzeczy dają nam całkiem niezły obraz już teraz. Bayern ma większe niż zazwyczaj problemy w lidze, a drużyna z Holloway ma aspiracje do zdobycia czegoś więcej niż tylko miejsca w pierwszej czwórce. W aktualnej dyspozycji Arsenal jest w stanie przełamać klątwę i wyeliminować najbardziej utytułowany niemiecki klub.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ