Weekend pod znakiem włoskiego i niemieckiego klasyka

Weekend pod znakiem włoskiego i niemieckiego klasyka

Po wtorkowych oraz środowych starciach rezerw uznanych marek z zespołami niższych lig wracamy do rozgrywek, które trenerzy traktują poważnie. No dobrze, zanim ktoś wypomni mi, że podkoloryzowałem, to przyznam, że niektóre starcia (chociażby derby Manchesteru) obfitowały w obecność gwiazd, a i parę niespodzianek w środku tygodnia ujrzeliśmy. Najbliższy weekend przyniesie nam dwa starcia absolutnie szlagierowe, jednak przez resztę czasu również nie powinniśmy się nudzić.

Sobota

Wolfsburg – Bayer 04 Leverkusen, godzina 15:30

Pojedynek ciągle rozczarowujących w tym sezonie “Wilków” z równie słabo prezentującymi się w obecnej kampanii “Aptekarzami” niesie ze sobą jedno pytanie. Kiedy oni do cholery odpalą? Stężenie talentu w obu ekipach jest ponadprzeciętne biorąc pod uwagę ich rodzime rozgrywki, czego kompletnie nie widać po pozycjach w tabeli. Wolfsburg ociera się o strefę spadkową, a Leverkusen zajmuje miejsce 11. za chociażby Freiburgiem czy Eintrachtem, co chluby im nie przynosi. Do tego Bayer odpadł po karnych z trzecioligowcem w Pucharze Niemiec. Gorzej chyba być nie może, wypada tylko życzyć powodzenia.

Tottenham Hotspur – Leicester City, godzina 16:00

Najbardziej interesujący pojedynek 10. kolejki Premier League. Biorąc pod uwagę niezwykle spłaszczoną czołówkę tabeli angielskiej ekstraklasy Koguty nie mogą sobie specjalnie pozwolić na stratę punktów. Mistrzom Anglii zwycięstwa również są potrzebne jak tlen, by w końcu wydostać się z ligowego marazmu w jakim się pogrążyli. Faworytem wydają się być gospodarze. Jednak w obliczu dołka formy oraz absencji kontuzjowanych Kane’a i Aldeweirelda, może to być jedna z lepszych szans “Lisów” na wyszarpanie punktów w pojedynku z kimś z czołówki.

Toulouse – Olympique Lyon, godzina 17:00

Gdyby ktokolwiek przed sezonem zadał pytanie, kto jest faworytem tego meczu, większość z nas wskazałaby pewnie na team Maćka Rybusa. Rzeczywistość weryfikuje jednak bardzo szybko i przez 10. pierwszych kolejek to “le Téfécé” zajmują 4. lokatę, a Olimpijczycy pląsają się gdzieś w środku tabeli. Poza tym gospodarze na początku sezonu dorobili się miana “francuskiej Sevilli”. A to z powodu bycia niezwykle niegościnnymi gospodarzami, podobnie jak drużyna ze stolicy Andaluzji. Wygrali wszystkie cztery mecze u siebie i to nie z jakimiś ogórkami, typu Nancy czy Caen, ale między innymi z PSG(!) i Monaco(!!).

Borussia Dortmund – Schalke 04, godzina 18:30

Jeden z największych niemieckich klasyków, o ile nie największy. Derby Zagłębia Ruhry, które jeszcze miesiąc temu prawdopodobnie otarłyby się o blamaż i kompromitację gości. Schalke jednak złapało rytm meczowy i robi to czego fani oczekują – wygrywa.

W Dortmundzie natomiast ostatnio panował jeden wielki szpital, co spowodowało obniżenie lotów drużyny Thomasa Tuchela. Problemy kadrowe nie powinny dłużej powodować bólu głowy szkoleniowca BVB, gdyż do treningów z drużyną wrócili już Bender, Subotić, Durm, Reus oraz Schuerrle. Faworytem jest Borussia, jednak inny wynik niż zwycięstwo gospodarzy na pewno sensacją nie będzie. Co najwyżej niespodzianką.

Saint-Etienne – Monaco, godzina 20:00

Pierwszy mecz z wyżej rozstawionym rywalem “Les Verts” od 9. września i starcia z Paris Saint-Germain. W pojedynkach z potencjalnie słabszymi rywalami radzą sobie jednak całkiem nieźle i utrzymują lokatę niedaleko miejsc premiowanych awansem do europejskich pucharów. Jest to jednak mecz, który Kamil Glik i spółka muszą wygrać, jeśli chcą myśleć o zmniejszeniu przewagi Nicei.

Juventus – Napoli, godzina 20:45

Drugi z szumnie przeze mnie zapowiadanych hitów. Paradoksalnie wykluczenie Giabbiadiniego, które oznacza brak dostępnego środkowego napastnika, może Neapolitańczykom wyjść na dobre. W meczu z Empoli na “fałszywej dziewiątce” wystąpił Dries Mertens i spotkanie to najlepiej podsumuje fakt, że wyróżniającym się graczem rywali “Azurri” był Łukasz Skorupski. Jednak Juventus to nie przedostatnia, lecz pierwsza drużyna Serie A, Chiellini to nie Costa, a Bonucci to nie Bellusci, choć nazwiska mają podobne. Faworytem jest “Stara Dama” i niech zmiażdżenie takiej “potęgi” jak Empoli Was nie zmyli!

Żródło: twitter, Paulo Dybala na meczu Juventus-Sampdoria.

Niedziela

Everton – West Ham United, godzina 15:30

Gospodarze – seria pięć meczów bez zwycięstwa. “Młoty” – trzy wygrane z rzędu. Biorąc pod uwagę podobną siłę ognia reprezentowaną przez obie drużyny, to goście powinni być faworytami. Gdyby jednak wziąć pod uwagę tabelę, to podopieczni Ronalda Koemana mają przewagę, są na szóstej pozycji a ich rywale na miejscu piętnastym. Zdaje się więc, że drużyna z Liverpoolu straciła animusz, którym emanowała jeszcze parę kolejek temu. Jednak tym meczem, z odbijającym się od dna West Hamem będą chcieli pokazać, że jest zgoła inaczej.

Hoffenheim – Hertha Berlin, godzina 16:30

Początek bieżącego sezonu u naszych zachodnich sąsiadów zdecydowanie zaskakuje. Poza pierwszym w tabeli Bayernem faworyci zawodzą, a ich słabszą dyspozycję wykorzystują mniej utytułowani rywale. Tak jest w przypadku Hoffenheim i Herthy, które są odpowiednio na trzecim i czwartym miejscu w tabeli. Gospodarze nie przegrali jeszcze od początku rozgrywek w Bundeslidze, a goście komplet punktów oddali tylko Bayernowi, co wstydu im nie przynosi. Teraz należy obserwować, która z ekip dłużej utrzyma świetną passę, może się przecież zdarzyć tak, że od porażki właśnie w tym meczu zacznie się zjazd jednej z nich.

Southampton – Chelsea, godzina 18:00

Wydaje się, że Antonio Conte znalazł w końcu sposób, aby dotrzeć do swych piłkarzy. Pojawiły się wyniki, w tym zmielenie i wyplucie “Zjednoczonych” z Manchesteru. Porażka w Pucharze Ligi raczej nie podważy jego pozycji w klubie, wiadomo bowiem, że te rozgrywki traktuje się raczej po macoszemu. “Święci” to z kolei dość niewygodny przeciwnik, każdemu może napsuć trochę krwi, o czym przekonał się ostatnio Pep Guardiola. Jeżeli jednak “The Blues” chcą się utrzymać w czubie tabeli Premier League, to takie mecze muszą wygrywać.

Las Palmas – Celta Vigo, godzina 21:45

Najbardziej wyrównany pojedynek tej kolejki Primera Division. Sąsiedzi w tabeli będą walczyć o pozostanie w jak najmniejszym dystansie do czołówki. Celta w końcu zaczyna grać na miarę oczekiwań, może nie licząc wysokiej porażki z Villarrealem. Gospodarze to drużyna chimeryczna, mogąca zarówno zremisować z Realem Madryt, jak i przegrać z Realem, lecz tym z Sociedad 1:4. Ale cóż z tego, że czasem przegrywają, skoro potrafią strzelać takie bramki jak ostatnio z „Żółtą łodzią podwodną”…

https://www.youtube.com/watch?v=oknzN3W8eV8

Pozostałe mecze warte uwagi

Piątek

Borussia Moenchengladbach – Eintracht Frankfurt, godzina 20:30

Lille – Paris Saint-Germain, godzina 20:45

Sobota

Augsburg – Bayern Monachium, godzina 15:30

West Bromwich Albion – Manchester City, godzina 16:00

Alaves – Real Madrid, godzina 16:15
Atletico Madrid – Malaga, godzina 18:30
Barcelona – Granada, godzina 20:45
Niedziela
Eibar – Villarreal, godzina 13:00
Nice – Nantes, godzina 16:00
Olympique Marsylia – Girondins Bordeaux, godzina 21:45
Rate this post