UDOSTĘPNIJ
źródło: wikipedia

Dzisiaj pochylimy się nad trenerem Legii Warszawa, Albańczykiem Besnikiem Hasim. Jest to nie tylko trener, ale także były zawodnik reprezentacji Albanii oraz klubów takich, jak m.in. KRC Genk czy RSC Anderlecht. Przejął on warszawską drużynę po Stanisławie Czerczesowie. Funkcję trenera pełni drugi raz. Pierwszą drużyną, którą Besnik Hasi wziął pod swoje skrzydła był belgijski RSC Anderlecht. Komentują: Katarzyna Mieczkowska i Jędrzej Ziółkowski.

źródło: wikipedia

Katarzyna Mieczkowska: Lepiej dla nas, jeśli Hasi odejdzie

Przede wszystkim jako były działacz organizacji patriotycznej muszę zaznaczyć, że jestem za tym, aby polskie kluby miały polskich trenerów. A przynajmniej takich, którzy posługują się językiem polskim. Przed jednym z ostatnich meczów Legii w eliminacjach do Ligi Mistrzów miałam okazję oglądać rozmowę z panem Besnikiem Hasim. Rozmowę przeprowadzaną w języku angielskim przez polskiego dziennikarza na potrzeby polskiej telewizji. Wywołało to we mnie nawet nie tyle niesmak, ile pewnego rodzaju refleksję nad stanem poczucia więzi z większą całością, jaką stanowi naród.

Legia Warszawa jest jedną z tych drużyn, które chlubią się swoją tradycją. Hymnem Legii nie zostało nic innego jak właśnie utwór poświęcony stolicy naszego kraju. Miastu, w którym powita nas nadwiślański świt i warszawski dzień, i które wycierpiało swoje. Kiedy przed jednym z meczów granych na początku sierpnia ogłoszono celem upamiętnienia ofiar Powstania Warszawskiego minutę ciszy, po której kibice na trybunach zaczęli śpiewać nasz hymn narodowy – notabene bezczelnie przerwany rozpoczęciem gry – jeszcze silniej dało się odczuć narodową dumę. O tym, co przeżywa się podczas takich chwil wiedzą tylko osoby z mocnym poczuciem tej wspomnianej wcześniej przynależności. Znałam wprawdzie kiedyś osobę, która brała udział w przygotowywaniu opraw stadionowych i twierdziła, że piłka jej nie interesuje. Tak samo piłkarza czy trenera nie musi interesować historia. Jednakże tutaj ewidentnie brakuje tej nici porozumienia, a wnioski nasuwają się same – wyższe wartości schodzą na dalszy plan, kiedy w grę wchodzą pieniądze. Zdaje się, że PZPN już nas do tego przyzwyczaił.

A tak serio, dobrze byłoby, aby po prostu ktoś poprowadził chłopaków z Legii do licznych zwycięstw. Kibice dostali wreszcie to, o czym marzyli od przeszło dwudziestu lat. Niestety, mecze eliminacyjne do Ligi Mistrzów oraz mecz rewanżowy z irlandzkim Dundalk pokazały relatywnie słabą grę Legionistów. Wiemy doskonale, że stać ich na więcej. Ciężko jest mi uwierzyć, że maksimum możliwości wielokrotnie utytułowanej polskiej drużyny to “przypieczętowanie” dziewięćdziesięciominutowej gry “na czas” jedną (aczkolwiek genialną) akcją w ostatnich sekundach doliczonego czasu czy bramka zdobyta z rzutu karnego i to w meczu rewanżowym z Irlandczykami. Drużyna to nie tylko Prijovic, więc ciężko jest mi uznać indywidualną akcję za sukces drużyny. Co innego, gdyby trener zajmował się tylko Prijoviciem, podczas gdy reszta piłkarzy byłaby zdana na siebie. Wygrać mecz to nie wszystko – w takim przypadku to zawsze może być kwestia szczęścia. Mistrzowie powinni wygrywać mecze w mistrzowskim stylu. Remis w meczu rewanżowym z drużyną, którą mało kto zna? Litości.  

Kogo proponowałabym na miejsce Hasiego? Na pewno drużynie z Warszawy już nie trafi się drugi Paweł Janas. Przy takiej grze, jaką obecnie mamy okazję oglądać nie sądzę, że Hasi pomoże Legii dobrnąć do ¼ finału. Poprzednia – i jedyna – drużyna, którą trenował, za jego kadencji nie miała żadnych osiągnięć. Należy zaznaczyć, że do Legii Hasi przyszedł jako, nazwijmy to, bezrobotny. Pretendent do zwycięstwa w Lidze Mistrzów zdecydowanie zasługuje na lepszego i bardziej doświadczonego trenera, takiego jak Stanisław Czerczesow, który co prawda ani po polsku nie mówi, ani pewnie już do Legii nie wróci, ale pomarzyć można.

Jędrzej Ziółkowski: Zmiana wymaga czasu

Zwalnianie trenerów co miesiąc z powodu niezadowalających wyników jest dość powszechne w Polsce. Jednak, jako że popularni “Wojskowi” aspirują do miana klubu profesjonalnego, bonusy z Ligi Mistrzów mają zostać przeznaczone na akademię piłkarską, a kibice… zwalniają trenera, który wprowadził ich drużynę do najbardziej prestiżowych rozgrywek na świecie.

Besnik Hasi w Warszawie pełni funkcję trenera od trzeciego czerwca. Oznacza to, że nie minęły jeszcze trzy miesiące od chwili jego zatrudnienia. Wprawdzie w historii Legii było niewielu szkoleniowców, których staż pracy w stołecznym klubie przekroczyłby dwa lata bez przerwy, ale trzy miesiące to zdecydowanie zbyt mało, by myśl szkoleniowa miała istotny wpływ na grę drużyny. Tutaj mamy nadal do czynienia głównie ze spuścizną obecnego selekcjonera reprezentacji Rosji, Stanisława Czerczesowa.

Z drugiej strony nie można całkowicie Albańczykowi odbierać zasługi w postaci awansu do fazy grupowej. Umiejętnie rotował składem, co niestety odbiło się na wynikach w meczach ligowych. Do tego dochodzi duża rola motywacji w poszczególnych meczach, na którą ma wpływ nie poprzedni, a obecny trener. W związku z tym jeszcze nie mógł zmienić stylu gry Legii, ale bez niego stołeczni piłkarze nawet nie zremisowaliby z Dundalk.

To prawda, Hasi nie jest Polakiem i nawet nie składał szumnych obietnic nauki naszego języka tak, jak zrobił to Nenad Bjelica przychodząc do Lecha Poznań. Mamy tu jednak pewnego rodzaju afirmację braku zaufania właścicieli dużych klubów do polskiej myśli trenerskiej. Dawno minęły czasy, gdy Lech prowadzony przez Franciszka Smudę pokonywał Feyenoord w Pucharze UEFA. W ostatnich latach sukcesy przynosili polskim klubom kadencje Jose Mari Bakero, Henninga Berga czy Stanisława Czerczesowa, a nie Jacka Zielińskiego, Piotra Stokowca i Michała Probierza. Warto zwrócić uwagę na to, że Hasi z poprzedniego klubu został usunięty za słabe wyniki, a do Legii przychodził jako bezrobotny, jednak mimo to został uznany za lepszy wybór, niż dowolny szkoleniowiec z polskim paszportem. Wpływ na to mógł mieć fakt, że prowadził wcześniej nie podrzędny klub, a Anderlecht, który regularnie bierze udział w rozgrywkach europejskich pucharów.

Jestem zwolennikiem pozostawienia Besnika Hasiego w stołecznym klubie co najmniej do początku przerwy zimowej, kiedy będzie można rozliczyć go praktycznie z połowy sezonu i wyników fazy grupowej Ligi Mistrzów. Ewentualny nowy trener mógłby zdążyć wtedy pozbyć się belgijskiego zaciągu i przemodelować skład przed – być może czekającą Legię na wiosnę – kampanią doganiającą czołówkę Ekstraklasy. A najlepszym rozwiązaniem byłoby dać Hasiemu kredyt zaufania i, pod warunkiem że do grudnia uda się “Wojskowym” utrzymać co najmniej trzecie miejsce w lidze, pozwolić mu spokojnie przepracować z drużyną przerwę zimową i liczyć na to, że na wiosnę drużyna będzie lepiej zgrana, atrakcyjna pod względem stylu gry i znowu pokaże wszystkim, co to znaczy być największym klubem w Polsce.

A jak Wy zapatrujecie się na temat Hasiego? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach. 

3 KOMENTARZE

  1. „Do tego dochodzi duża rola motywacji w poszczególnych meczach, na którą ma wpływ nie poprzedni, a obecny trener. W związku z tym jeszcze nie mógł zmienić stylu gry Legii, ale bez niego stołeczni piłkarze nawet nie zremisowaliby z Dundalk.”

    Co Ty palisz człowieku? O ile p.Katarzyna ma jakieś argumenty i to rzeczowe, o tyle pańskie są, za przeproszeniem, wyjęte z czterech liter,

ZOSTAW ODPOWIEDŹ